Dziwok

Odkąd pamiętam, tliła się we mnie iskra podejrzenia, że jestem nienormalny.

„On zawsze był dziwok” – Mama jak zwykle tnie bez znieczulenia.

Ale prawdę mówi. Od urodzenia byłem dziwny. Zawsze z boku, zawsze inaczej, zawsze cicho, zawsze pod prąd.

„On nigdy nie powie, że jest niezadowolony. Wszystko mu się podoba”.

„On nigdy nie przyzna, że coś jest nie tak. Albo że ma problemy”.

„On jest taki aspołeczny”.

„W ogóle nie potrafi walczyć o swoje”.

„Dlaczego nie potrafi poprosić o pomoc?”

Ano, cholera, nie potrafię. Masz ci los!

Odkąd pamiętam, żyję nie swoim życiem. Nieswoim życiem. Odkąd pamiętam, niemal codziennie musiałem kogoś udawać. Najczęściej po prostu normalnego człowieka. To taka sztuka aktorska, tylko na Oskara nie ma co liczyć.

Moje życie to wojna. Permanentna batalia ze światem, z ograniczeniami, z niezrozumieniem. Dlaczego coś, co dla wszystkich jest normalne, mnie sprawia tyle problemów? Skąd ten kompletnie nieracjonalny opór przed rzeczami nowymi? Przed nowym filmem, przed nową książką nawet. Czuję się jak inżynier Mamoń. Podobają mi się te filmy, które już widziałem. Oczywiście w końcu to przełamuję i bywa tak, że do listy „filmów-które-już widziałem”, albo „piosenek-które-już słyszałem” dochodzą nowe, do których mogę potem wielokrotnie wracać. Ale dlaczego to takie trudne? Przecież każdy lubi nowości i ekscytuje się tym, że zobaczy, przeczyta lub usłyszy coś nowego.

Albo dlaczego patrzenie komuś w oczy to taki problem? Dlaczego utrzymanie osi spojrzenia wymaga tyle świadomego wysiłku? Pewnie nie raz wyglądałem przez to dziwacznie, jakbym kogoś chciał tym wzrokiem przewiercić. Staram się tak usilnie patrzyć, a na koniec i tak okazuje się, że nie zapamiętuję twarzy. Jak to w ogóle możliwe?  Dlaczego na ogół nie jestem w stanie opisać, jak wygląda ktoś, kogo właśnie spotkałem?

O czytaniu czegokolwiek z twarzy drugiego człowieka szkoda nawet wspominać. Dlaczego on tak na mnie patrzy? Dlaczego ona ma taką minę? Chyba coś złego, na pewno coś złego! Ja widzę, że coś jest nie tak, ale co? Obraził się? Zrobiłem jej przykrość?

Co to za życie, jeżeli po 23 latach małżeństwa codziennie muszę się upewniać, czy żona jest na mnie zła, czy jest zmęczona, czy tylko zamyślona?

Albo moje ulubione słowo: „asertywny”. Nigdy nie spotkałem nikogo, kto byłby bardziej antysertywny niż ja. Prędzej zabrnę do piekła i tam zabłądzę, niż zachowam się asertywnie. A jak już tam zabrnę i zabłądzę, to będę brnął dalej i błądził jeszcze głębiej, nie potrafiąc przyznać, że zabrnąłem i zabłądziłem. Dlaczego? Dlaczego jestem taki popieprzony?

W końcu to rozgryzłem.

Wyjaśnienie okazało się być prostym jak konstrukcja kija. „Całościowe zaburzenie rozwoju mieszczące się w spektrum autyzmu”. Czy coś takiego. I już, wszystko jasne. To wszystko tłumaczy, czyni jasnym i zrozumiałym. Ale niczego nie rozwiązuje. Owszem, pomaga, bo z całą pewnością lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć. Ale nadal nie wiadomo jak sobie z tym poradzić. Przede wszystkim dlatego, że dowiedziałem się bardzo późno. Z wielu względów za późno, bo wcześniej zdołałem się kilka razy – jak mawia młodzież – spektakularnie samozaorać.

Całe życie walczyłem o to, by się „jakoś dopasować”. Podpatrywałem i uczyłem się od wszystkich dookoła. „Patrz, jak to robią inni – i naśladuj”. Przyznaję, że w wielu dziedzinach dobrze mi szło. Przez pewien czas wydawało mi się, że oswoiłem siebie, a może nawet – że również inni oswoili mnie. Dziś wiem, że myliłem się, a posiadłem tę wiedzę w sposób nader bolesny. Koszt okazał się być nadspodziewanie wielki. Zapłaciłem całkowitą wewnętrzną destrukcją i wieloma namacalnymi problemami, w które wpadłem.

Ale na pewno zrozumiałem jedno. Mój autyzm to wyzwanie, nie usprawiedliwienie.

Żyję w świecie, na który się nie zgadzałem. On nie jest mój. To świat szalonych rowerzystów rozjeżdżających mnie na chodniku z okrzykiem „Uwaga!” na twarzy. Świat miliardów szczekających psów i skuterzystów bez tłumika. Świat ludzi ustalających normy i chcących wszystkich do tych norm dopasować. Świat ludzi, którzy oczekują akceptacji dla siebie, ale sami nie mają jej dla innych..

Nie zgadzałem się na ten świat i on nie jest mój, lecz nie mogę go zmienić. Siebie też nie mogę zmienić. Musimy się jednak jakoś spróbować wzajemnie oswoić. Nie wiem nawet, czy takie oswojenie jest możliwe, mimo tylu starań. Ale piszę też dlatego, aby nadal próbować. Najpierw trzeba wiedzieć. Potem to z siebie wyrzucić. A dopiero na końcu próbować szukać zrozumienia.

Bo niestety często nie dowierzają i nie rozumieją. Kiedy dzieje się tak z powodu braku wiedzy, to trochę boli, ale nie tak bardzo. Gorsze jest prześmiewcze bagatelizowanie. „Nawymyślali tych cudów, teraz każdy to tylko depresja, dysleksja, ADHD albo autyzm… Brać się w garść i dość mazgajstwa”!  Jest taki mądry cytat, który – jak to z wieloma cytatami bywa – przypisywano wielu różnym osobom, od Platona do Robina Williamsa. Nieistotne, kto jest autorem. Ważniejsze, by wbić sobie go do głowy mocno i głęboko. „Każdy, kogo spotykasz, toczy bitwę, o której nic nie wiesz. Bądź życzliwy. Zawsze”.

Dlatego będę pisać o mojej bitwie. O uczeniu się normalnego życia i o tym, jak trudny może być kontakt z drugim człowiekiem. O beznadziejnych próbach dopasowania autystyka do obowiązującego systemu i jedynie słusznych norm. O dziwactwie i niezrozumieniu. O zamykaniu się w sobie i ukrywaniu problemów. O gryzących ubraniach i hałasie nie do zniesienia. O objaśnianiu żartów i przeładowaniu bodźcami. O ucieczce – w depresję albo w agresję. I o tym, czy jest coś gorszego od Planu, Który Upadł.

Opowiem wam, jak to jest być mną.